poniedziałek, 10 lipca 2017

Widok ze wzgórza.


Pewnego razu lis Stefan, mając już dość błądzenia wsród kolczastych chaszczy, postanowił wejść na pobliskie wzgórze by ujrzeć szerszy horyzont. Wznieść się ponad plątaninę dzikich krzaczorów zasłaniających perspektywę i wszelkie widoki.


Jest bowiem mądrym lisem i wie, że takie spojrzenie z góry na całokształt zmienia postrzeganie detali. Nadaje jeden wspólny środek ciężkości, na którym równomiernie opiera się cała reszta.
Można wtedy nabrać dystansu potrzebnego do oceny sytuacji. Tu zaordynować wyrównanie szyków, tam załatanie ubytków.


Patrząc z góry nie potykasz się o złośliwie ukryte w listowiu, podstawione ci przez los kończyny.
Nie wpadasz w sidła płożących się po ziemi problemów, ani w wilcze doły porównań, dziwnym trafem zawsze niekorzystnych dla ciebie.
Zawiły labirynt wyborów, widziany z perspektywy obłoczka, ujawnia ukryte w gąszczu ścieżki. Jak dobrze popatrzeć, to i furtka się znajdzie.


Słońce świeci jaśniej na takiej górce, bliżej jest do gwiazd wskazujących prawidłowy kurs, do słodkiego zapomnienia, niebieskich migdałów, różowych marzeń. Do złotego milczenia przeplatanego tylko srebrnym trelem ptaszęcia.

A nawet jak zacznie padać deszcz, to spłynie w dół i zaraz wyschniesz - nie utkniesz po pas w błotnistym dołku pełnym brudnej wody i przegniłej koniczyny.


Stefan mówi, że dobrze czasem jest wejść na takie wzgórze, i życzy wszystkim znalezienia odpowiednich górek we właściwym momencie :*



 

 



.........................................



A tutaj to nawet jeszcze wyżej wlazł:


 
 

 
 

 
 

 
 

 
 



 
.........................................



A ja czuję zew puszczy. Znaczy, do drewna mnie ciągnie znowu.

W piątek po pracy wywlokłam więc mój skład materiałów drewnianych poupychany po kątach, i poczęłam ryć jak dzik w żołędziach.

Ludzie, ile to się trzeba naszukać, żeby znaleźć w stercie drewna dwa pasujące patyki, mając do dyspozycji ledwie półtora metra kwadratowego kuchennej podłogi!!!

Szukałam więc w piątek, szukałam w sobotę, przykładałam, przymierzałam, oko mrużyłam, pod wąsem mamrotałam, a w niedzielę pokazałam Borsukowi drewienka z narysowanymi ołówkiem liniami, poczym głosem pełnym ufności (i znającym sprzeciwu) spytałam "Pokroiłbyś mi deski?"

No i poświęcił Borsuk pół niedzieli na cięcie i piłowanie.
To znaczy, tak właściwie, samego cięcia to było może ze 15 minut, ale najpierw - ha! Najpierw pół dnia zajęło skonstruowanie warsztatowego stoliczka do piłowania, zakupionego w Lidlu po cenie niezwykle atrakcyjnej, a więc zwiastującej większe lub mniejsze problemy.
Raczej większe.
W sumie im mniejsza cena, tym większe problemy chyba w takich przypadkach.

I oczywiście - stoliczek okazał się typowym dziełem szatana, który gdzieś tam, w trzewiach Lidla, pracuje nad wynajdywaniem takich ofert i pewnie ma ubaw po pachy. I nawet nam, którzyśmy zęby zjedli na meblach do składania, za nic na świecie nie chciał się złożyć w funkcjonalną całość. Ale w końcu, w końcu, poskromiliśmy bestię. Buachachaaaa! Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, piekielny lidlowy subiekcie.

Tak, wiem, jakby się kupiło stoliczek np. Bosha, to pewnie byłoby łatwiej, ale i milion razy drożej, a to z koleji skutecznie uniemożliwia Świnia Skarbonka, która w okresie letnim broni swoich wnętrzności z wściekłością Berserka pogryzionego przez szerszenie. No i w sumie ma rację, bo za to później na wyjeździe mniejszym czy większym szczodrze sypie dukatami na gałkę loda czy arbuzowego szejka. Coś za coś.

Ale wracając do szatańskiego mebla: były momenty, że myślałam, że stoliczek zaraz wyląduje na trawniku razem z szyba okienną, pchnięty borsuczą wściekłością.

Tak że ten, mam nadzieję że coś mi wyjdzie z tego drewna fajnego, żeby cały trud na marne nie poszedł, ale na razie niestety jest tak, że sama nie wiem, czy mi się podoba, czy nie...
Mam obawy.
Czas pokaże. A potem ja wam pokażę rezultaty.

Stay tuned.


.........................................
 

P.S. Jeśli ktoś kilka tygodni temu na północnych ziemiach germańskich, na dosyć gęsto zaludnionej ulicy, widział kobietę wyszarpującą stare dechy z kontenera z gruzem i śmieciami - to byłam ja. Proszę zbyt surowo nie osądzać. A tego jednego pana robotnika co to widział, to chciałam bardzo przeprosić, bo biedakowi o mało co oczy z głowy nie wypadły. Chyba pierwszy raz był świadkiem, że ktoś mu śmieci kradnie, zamiast podrzucać.

53 komentarze:

  1. Stefan jest szalenie przystojny. Najbardziej lubię jego linię czoła miękko przechodzącą w czubek nosa. Zazdroszczę Stefanowi perspektywy pagórka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ta linia czola to zdecydowanie jego atut. I szczera, otwarta twarz.

      Usuń
  2. Nie ma miejsca na krętactwa pod tą prostą linią czaszki. Czy mi się wydaje czy Stefan uśmiecha się ciepło pod wąsem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiscie, jak zwykle! To jest lis bardzo optymistycznie nastawiony do swiata.

      Usuń
  3. Górki jajeczkowe bardzo, bardzo. A te drugie - widać, że dobrze im robi masaż lisich łapek. Najwyrażniej dla nich mieć Stefana na głowie to czysta przyjemność :)

    Jakże żałuję Diable, że dzieli nas tyle kilometrów! Mam rewelacyjne deski szlachetnie przeżarte zębem czasu. Na tyle szlachetnie i na tyle przeżarte, że nadają się tylko do artystycznego wykorzystania. Pochodzenie co prawda mają proletariackie (stara szopa na narzędzia a wcześniej radziecka wielgachna skrzynia/kontener), ale tak pięknie się zestarzały, że mi szkoda wyrzucić :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hyhy :))) Takie lapki to mieciutkie musza byc w sumie, sama przyjemnosc!

      Ah, kobieto, dusza mi placze do tych desek!!! Bo wlasnie takich wiekszych kawalków mi najbardziej brakuje, patyki i male drewienka zawsze sie jakies znajda w lesie, nad rzeka, nad morzem.
      Moze splaw je jakas rzeka? ;))

      Usuń
    2. Szukam hydropołączeń :)

      Usuń
    3. Ok! :D
      To daj zanć, kiedy mam zarzucić sieci, to się przyczaję w przybrzeżnych krzaczorach!

      Usuń
    4. Jako ekspert od awiacji (mieszkam chwilowo na 6. piętrze, niedaleko lotniska!) uważam, że najstosowniej jest wspomniane deski wbudować w latawiec i poczekać na stosowny wiatr.

      Usuń
    5. A odpowiedni korytarz powietrzny tez potrafisz wybrac? Bo teraz sezon urlopowy, duzy ruch tam na górze... Ale generalnie idea wielce zmyslna ;P

      Usuń
  4. znaczy Stefan znawca życia jest! piękny ci on, jako i jego górki :)

    umęczyłam się razem z Toba tym stolikiem! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Borsuk stolik w koncu pokonal, to nawet spoko sie okazal, stoi mocno i stabilnie - troche posluzy. Ale droga do tego sukcesu byla stroma i ciernista :)

      (Stefan jasne ze zycie zna! To jest niezwykle szczwany lis)

      Usuń
  5. stefani nos wskazuje na zachód - go west! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakims dziwnym trafem wszystkie twarze i ryjki moich bohaterów wskazuja na zachód. Czyli na lewo - a psychologowie twierdza (jak sie ostatnio dowiedzialam) ze to oznacza przywiazanie do czasów minionych, nostalgie i podatnosc na wspominki.
      Z kolei jak sie maluje bohaterów o twarzach zwróconych na prawo - to ma to oznaczac otwarcie na nowe, nie ogladanie sie za plecy, ped do przodu.
      Podobno.

      Usuń
    2. A co oznacza jak ktoś twarze maluje na wschód a zwierzątka na zachód?

      Usuń
    3. Wariat! Niestabilny wariat!

      Usuń
    4. moje też zwykle na lewo :|

      Usuń
    5. Nostalgia lsni w naszych oczach zatem, Wuszko ;)
      Podobno.

      Usuń
    6. Diable, z tym wariatem to by się zgadzało. Bałam się, że coś gorszego ;)

      Usuń
    7. Spoko, Ciocia - sami swoi! :D

      Usuń
  6. Lisek fajny, a jak filozoficznie zaanonsowany:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mój drogi, Stefan to znawca zycia i tęgi filozof, o, proszę:
      https://diabel-w-buraczkach.blogspot.de/2014/09/co-sie-dzieje-z-lisem-po-wskoczeniu-do.html

      Usuń
    2. Filozof i to tęgi:)

      Usuń
    3. yup.
      Czolówka swiatowa.

      Usuń
  7. Widziałam wczoraj w sklepie Tiger pieczątkę z lisem. Stefan sprzedał prawa autorskie do własnego wizerunku?! Celebryta, celebryta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo nielegalna podróbka to byla!!!!! ;P
      Co tym bardziej nadaje statusu celebryty, prawda.

      Usuń
    2. O, tak, tak!
      - Stefan na okładkę gazety internetowej! - zakrzyknął tłum wielbicieli.

      Usuń
  8. Borsuk jak widze posiada nieograniczone zasoby cierpliwosci, podobnie jak moj Wspanialy.
    Lis Stefan przecudnej urody i madrosci, tez lubie wlezc na cos zeby z gory ogarnac widok:))
    A deski? No coz znow za daleka droga, ale mam solidna lawke taka ze skrzynia, wiec desek duzo. Lawka tez pokaznych rozmiarow, bo miesci spokojnie 4 siedzace osoby, lub raczej siedliska tychze osob.
    Zestarzalo jej sie troche, bo od kilku lat stoi nie ochraniana niczym na patio. I tak debatowalismy co tez z tym sprzetem zrobic.
    Wyrzucic szkoda, odnowic sie nie chce... slowem byloby jak nic na diabelskie poczynania artystyczne. No ale co? Pchnac tak z wiatrem na ocean?
    Mozeby chociaz jakas plachte przywiesic zeby ten wiatr pchnal lawke w wiadomym kierunku?
    Wspanialy wreszcie poglaskal sie po lepetynie i stwierdzil, ze odnowi i pomaluje na zielono pomaluje. Nich mu tam bedzie, poki co od stwierdzenia do wykonania wiem, ze droga daleka, wiec sie nie nerwuje:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stara sie Borsuk z calej sily byc cierpliwym, bo w pracy ma taki kolowrotek, ze jeszcze jakby w zyciu prywatnym przejmowal sie byle pierdolami, to by eksplodowal jak supernowa. Wiec podjal decyzje o niedenerwowaniu sie, swiadomie. I mu wychodzi!

      (Moze jakis orzel pocztowy? No bo golab to za maly, deski nie uniesie. Albo losos! Losos atlantycki! :)

      Usuń
  9. Nooo jak ja bym Ci oddała ten cały skład, co mi tu zalega po kątach, miałabyś desek na 100 lat świetlnych, może jednak zdecydujecie się i przyjedziecie, możliwe, że ta podróż nie będzie taka skomplikowana, jak złożenie stolika... Paddy ma fajny patent do cięcia wymyślony. Raju raju, kocham Twoje liski, a nasza Pani Lisu chyba dzisiaj świętuje jubileusz któryś tam, tak mi się przypomniało. Ucałowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jestes juz trzecia osoba, która moglabym "obrabowac" ku obopulnemu zadowoleniu stron!!! Tylko do wszystkich was daleko, buuu :(
      A jakbym do samolotu wsiadla z peczkiem desek - myslisz ze bardzo dziwnie by sie patrzyli? :P

      O Lisim jubileuszu nic nie wiem, ale podpytam Stefana, moze cos slyszal!

      Usuń
    2. wciąż przewożę jakieś drewienka i o nic mnie nie pytają, więc relaks :) lisie urodziny wyskoczyły mi na fb :)

      Usuń
    3. Ja w tamte wakacje przywiozlam z Korsyki trzy reklamówki drewna :)))
      Tylko ze glównie male albo malutkie kawalki, najtrudniej wlasnie o te duze, o kawalki desek pieknie wytrawione przez czas, slonce i wode. Ahhh, piekne jest takie drewno, piekne! ♥

      Usuń
    4. Lubię bardzo takie wyciągnięte z bagna, z torfu. Piękne są.

      Usuń
    5. Prawda? Nabieraja charakteru, bo jak swieze deski sa wszystkie takie same (no, prawie) - tak te stare sa jak organizmy z odrebnych gatunków albo i galaktyk.

      Usuń
    6. Upływ czasu. Bagno, słońce, woda, te wszystkie zmiany robią kolor i strukturę. Tak samo jak choroby w drewnie. Czasami dostaję taki piękny kawał drewna ze smugami, bo chory, a dla mnie to brylant. Ach!

      Usuń
    7. Tak!!! Albo korniki - mam kilka grubych badyli z lasu, calkiem gladkich (w sensie bez kory) calych pokrytych kornikowymi tunelikami jak hieroglifami :)
      Na jednym z nich, takim prawie metrowej dlugosci powiesilam sznurki z muszlami przywiezionymi z Portugalii, i mam niepowtarzalna pamiatke z Algarve - takie pamiatki lubie najbardziej, jak sobie sama zrobie :)))
      Nawet calkiem fajnie wyszlo to wisiadelko, tylko dwa razy wieksze niz planowalam, ponioslo mnie. Jak nie zapomne, to zrobie zdjecie i pokaze w nastepnym poscie.

      Usuń
    8. Koniecznie :) pokaż. Zrobiłam sobie nóż do rozcinania kopert z orzecha :) takie właśnie rzeczy ;)

      Usuń
    9. Ooo, to pokaz, pokaz kiedys!!!

      Usuń
  10. Oooojeżebrodate, jakiż ten Stefan jest wyluzowany! A jakiż taki urlopowy! I takie ma górki przyjacielskie :)))) Bożena by se ze Stefanem (lisem, nie swoim Stefanem, chociaż też) posiedziała na takiej przyjacielskiej górce. Na razie to tylko siedzi sobie ze swoim Stefanem na górce z gruzem, ale się obaczy czy przez wakacje da się coś z tego zbudować.

    No cóż.
    P.S. Bożena ostatnio jak ostatni rumun. Wróć.
    Bożena ostatnio jak ostatni romski gapa. Po wystawkach buszuje i szuka różności, tak że piona! Piona dla kolekcjonerów przedmiotów subiektywnie cennych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego wy na kupie gruzu? Przeciez niedawno pamietam jakies remonty byly (kuchnia) ? Jeszcze wam malo? ;)

      Subiektywnie cenne, wlasnie, dokladnie tak! Tylko pan budowlaniec o tym nie wiedzial. Znacz do glowy mu chyba nie wpadlo, ze ktos moze stare dechy mu wyszarpac ze smietnika.

      Usuń
    2. Bo Stefan z Bożeno dość jest zawodowo też powiązany, a Kopalnia akurat różne transformacje ma na tapecie. W tym gruzowate. Kwadrat osobisty to dziękują, postoją, ino odmalować by trza, ale na razie nie ma komu. ;)

      Bożena już się nie dziwi, pan budowlaniec może też z czasem doświadczenie zbierze. Na przykład jak zepsuty monitor powędrował na śmietnik, to do góry Bożena nie wlazła, a już sąsiad przytulił. Co się komu przyda to nigdy nie wiesz. ;)

      Usuń
    3. odmalowac.... tak, znam temat. Wrecz mi sie narzuca bezczelnie - jak tylko popatrze na sciany w kuchni. A i w lazience trzebaby w koncu powalczyc (grzybek nad oknem). Ino tez jakos nie ma komu na razie.

      Usuń
  11. Miłość od pierwszego wejrzenia czyli ja i lis Stefan <3 Zaraz, czy żyrafa pasuje do lisa, na dodatek żyrafa, która jest lwem?????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Milosc stoi ponad granicami gatunkowymi i rasowymi Zyrafo!!!

      Usuń
    2. Zatem niech mury runa!!!! Stef, przybywam !!!

      Usuń
    3. Miejsca na pagórku dosc, przybywaj! A i mila, zaciszna dolinka sie znajdzie.

      Usuń
  12. Fizjonomika uczy, że wiele można wyczytać z czoła. A co jeśli brak czoła?Czy Stefan używa super kamuflażu?
    A deski, deski...my wyszarpujemy od wszystkich znajomych, właśnie nam się skończyły...tak, że daj znać, gdzie parkuje ten człowiek co je ma!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czola?! No prosze, nie z oczu, nie z wyrazu ust, tylko z czola? To pod tym wzgledem Stefan jest nie do rozszyfrowania, poker face!

      Usuń
  13. Stefan ma rację, trzeba wyjść z krzaków. Tylko KIEDY, drogi Stefanie, kiedy znaleźć na to czas? Buu...

    No i ja Ci może nie będę mówić, ile desek, deseczek, deszczułek, oflisów, patyków (a bo takie fajne, bo takie pokręcone, bo nietypowy kolor, bo..., i tak się zbiera kupę chrustu zdolną po podpaleniu ogrzać całą sąsiednią wioskę) mamy w drewutni, bo tego to żaden orzeł nie udźwignie, ani zaprzęg Pegazów. Za to mogę powiedzieć, że parsknęłam śmiechem przy peesie, znaczy gdy o tych kradzionych ze śmietnika deskach przeczytałam, bo ja też tak robię, tylko z kartonami w sklepach, no i tekturowymi płachtami, które dzielą piętra butelek z napojami w Lidlach.

    Mnie te "przekładki" się bardzo, bardzo przydają, i do ogrodu, i na dojalnicę dla kóz, i do innych czasem celów, i za każdym razem w Lidlu będąc poluję na te panie z obsługi, co posuwają wielkie, stalowe kosze na makulaturę i inne śmieci, no i jak ta chytra baba z Radomia podbiegam do kosza i wyciągam, wyszarpuję te przekładki niczym hiena resztki mięsa z martwego kojota, a potem sunę z nimi pod pachą (a połowa mi co chwilę wypada), i oczywiście jestem boso, co się zapewne pięknie z maniakalnym zbieractwem uzupełnia, przynajmniej w głowie przeciętnego obywatela. I się nie zdziwię, jak kiedyś w Lidlach w całym warmińsko-mazurskim zawisną przy wejściu plakaty z moją podobizną i podpisem: "tej pani nie obsługujemy", bo ja Lidlowi chyba psuję imaż, zwany również imidżem - z głośników płynie relaksująca muzyczka, na półeczkach równiutko poustawiany towar, podłogi czyste, lady błyszczące, z banerków reklamowych szczerzą się piękni i młodzi celebryci, ogólnie atmosfera dostatku, kultury i perfumowanych chusteczek do nosa, a tu nagle jakaś stara, bosa baba, z chytrym błyskiem w oku podbiega do kosza na śmieci i szarpiąc panią z obsługi warczy, że proszę jeszcze nie odjeżdżać z tym koszem, bo ja MUSZĘ, ja potrzebuję, ja koniecznie te przekładki!

    Myślisz, że Lis Stefan zaprosiłby mnie na wakacje na swoje wzgórza pełne oświecenia? Bo to jednak raz, że obciach, a dwa, że chyba już dla mnie za późno (aha, ktoś tu w komentarzu napisał, że te wzgórza to jajka, a ja w nich widzę ziemniaki :( Czy to już bardzo, bardzo źle?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No super. CZWARTA tu osoba z niedostepnym dla mnie skarbcem!

      ¯\_ (°~°) _/¯

      Ja was kiedys wszystkie jeszcze najade, takie tournee sobie zrobie, i was ogoloce z tych drewnianych zabytków!!!!

      Ochrona w Lidlu Cie jeszcze nigdy nie zatrzymala? Jak nie, to pewnie dadza Ci juz spokój... ALBO MAJA STRACHA! :D Nie wiadomo co takiej do lba strzeli :D Niech sobie lepiej juz bierze te podkladki i niech bedzie spokojnie na obiekcie.

      Wbijaj na pagórek - jak znajdziesz czas - nigdy nie jest za pózno, a Stefan sie posunie jakby co, zmiescicie sie! Ziemniakami bym sie nie niepokoila, gdyz zaiste istotnie ziemniaczane sa bardzo te górki.

      Usuń
  14. Diable, czasem piszesz tak, jakbyś u P. Coelho kusił :-)
    Trzymam kciuki za Twe poczynania około stolarskie - już ty coś fajnego wymyślisz :-)

    OdpowiedzUsuń

Dawaj.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...